Zakładki:
1-AgA19791
2-Decu
4-Fora- które odwiedzam
5-Pomoc w sieci
6-sport-i owo
7-Zaglądam- blogi robótkowe
8-zaglądam- inne blogi
9-tutaj kupuję
Decu-inspiracje
Zaglądam blogi patchwork
O moim życiu z Wiktorią, naszych codziennościach, trochę o moim hobby, trochę o mnie samej... . ...żadna wielka miłość nie umiera do końca... -Jonathan Carroll Poza ciszą
czwartek, 17 maja 2012
Diety i kija c.d.

Burza się rozpętała , oj , aż grzmoty biją na niebie.

Już wczoraj chciałam to napisać, ale postanowiłam nieco poczekać. Pierwotnie chciałam wyrazić moje mega zadziwienie menu dzieci moich koleżanek, wyrazić swoją opinię oraz usłyszeć Waszą. Jak dzisiaj o tym myślę, to faktycznie źle , za ostro określiłam swoje poglądy i myślę, że kilka z Was, naprawdę niechcący, uraziłam.

PRZEPRASZAM.

 

Jeszcze raz zaznaczam: pediatrzy nie są moją mantrą, rady mamy, siostry i koleżanek (innych niż wspomniane dwie), felietony z gazet, książek, wypowiedzi w różnych forów "mamusiowych", broszurki reklamowe NIE SĄ DLA MNIE DEKALOGIEM, w gąszczu dostępnej mi wiedzy i porad wybieram :na logikę i swój własny rozum, to co intuicja i serce mamy podpowiada mi za słuszne.

 

 Z drugiej strony, tak sobie myślę, że każdy z nas ma swoje zapatrywania na różne tematy ( np. tematy sztandarowe, które wzbudzają odwieczne konflikty poglądów: orientacja seksualna, religia, nałogi) i każdy ma prawo wypowiedzieć się, co sądzi na dany temat. Dlatego , że to wolność słowa i poglądów, nie zawiść ,  nie bycie staroświeckim, nietolerancyjnym, czy zabobonnym. Mam swoje zdanie na te przykładowe, w/w tematy i w sumie tak jak w przypadku diety niemowląt, pewnie niejedna osoba właśnie moimi poglądami mogłaby poczuć się urażona, tak?

 

 Truskaveczko- reagujesz bardzo podobnie, jak ta moja koleżanka, która to mnie nie dopuściła do słowa i jak wspomniałam wcześniej, wydziwiła na chodniku ... juz więcej nic nie powiem.

A za wskazówki co do oleju dziękuję ;)

 

18:04, aga1-9791
Link Komentarze (3) »
Kij w mrowisku

Duże poruszenie wywołałam poprzednim postem o diecie dzieciaczków moich koleżanek i moim do tego podejściu. Dostałam kilka listów na pocztę...

 

Mam wrażenie, że wsadziłam kij w mrowisko....

 ;(

 

ale piszcie , czy na pocztę, czy tutaj...........

środa, 16 maja 2012
Dieta dzidziusiów

Ten wpis będzie o tym, jak diametralnie różne podejście do wychowania dzieci mają moje znajome "młode" mamy.

Na samym początku zaznaczam, iż szanuję to, że każdy ma prawo wychowywać swoje dzieci jak uważa za słuszne, byle nie było w tym patologii (szeroko pojętej).

Przyznaje, że dużo czytam o rozwoju dzieci, od wszelakich książeczek, broszurek, po internet kończąc. Czytam o wszystkim, co mnie interesuje: rozwój, dieta itd. Korzystam też z doświadczeń innych mam: swojej mamy, Eli , koleżanek...no i pediatry, chyba jak większość mam, nic szczególnego.

Jako, że obecnie jesteśmy w fazie glutenu, siłą rzeczy z koleżankami, które mają dzieci w podobnym "wieku", co Wiktoria, rozmawiam o diecie naszych szkrabów. Dla mnie SPRAWA GLUTENU  to poważny temat, kolejny etap w rozwoju, nie będę pisała, jak nieprawidłowe wprowadzanie tego składnika może wpłynąć na młody organizm, bo nie o tym ma być ten wpis.

Otóż, co mnie zszokowało...

Jedna z mam normalnie powaliła mnie, mówiąc jakiś dłuższy czas temu, co już podaje swojemu synkowi, młodszemu od Wiktorii o tydzień, czyli dopiero co kończącego 7 m-cy.

No więc chwaliła się, że mały jada już gotowane przez nią jedzonka, poza tym karmi piersią.  Zainteresowała mnie bardzo i przyznam, zaimponowała mi odwaga, bo dziewczyna młodsza ode mnie. Ale co dokładnie jada, a więc: zupy gotowane są dla dorosłych, nie pod dziecko, z wszelakimi przyprawami, skład też na oko, jak się sypnie kaszy, to tyle jest. Do tego dostałam wykład, że słoiczkowe jedzonka są niesmaczne i jak to dzieci mogą jeść, skoro nie ma w tym pieprzu i soli ! Stwierdziłam więc, że drogo jedzą i bogato, skoro zupki gotują ma króliczkach, indykach, cielęcince- no bo to MUSI być w diecie malca. Do tego dużo roboty, bo mięsko osobno, bo niemowlęta nie mogą w tym wieku jeść wywaru, mięsko musi być więc osobno gotowane. No i oczywiście odpowiednio rozdrobnione, tak? A ona na to, że co?! Generalnie to na pałce kurczaka robi te zupki, od święta na piersi, a jak nie ma mięsa to NA KOSTCE ROSOŁOWEJ, wszystko gotując razem!!!!!! Rozdziabie widelcem, przecież , co za duże i nie pogryzie , to wypluje?!

Jajko, a jakże, żółteczko mu być w diecie, więc podaje, ale jak? Kupione w sklepie (oki, rozumiem, nie zawsze jest dostęp do wiejskiego, choć i to jest kwestią dyskusyjną) i NA MIĘKKO!

Gluten? Jaki gluten! Przecież, jakby mu coś miało być, to wywali mu wysypka, a skoro nie ma , to znaczy , że jest dobrze. A w ogóle, to PRZECIEŻ NA COŚ MUSI BYĆ CHORY! Ile to by musiał człowiek na dziecko wydawać?- ona na to!

Zapytana, czy coś je odpowiednio do zaleceń karmienia piersią, parsknęła śmiechem, że skoro mały je wszystko, to co ona ma się katować! Cały ten jadłospis chłopiec ma "od dawna" wprowadzony do diety. Na koniec zapytała mnie, czy moja nie ma anemii, skoro "tak licho" ją karmie?! no żesz ty..........

Normalnie nogi się pode mną ugięły, szczena opadła mi z szoku.To ja sama dla siebie prawie wcale nie gotuję na rosołkach, wolę wywar z warzyw. Wszystko, co usłyszałam, normalnie powaliło mnie na kolana. Albo decyduje się na dziecko i dbam, by m.in. żołądek miało zdrowe, albo kupuje sobie pieska i karmię resztkami ze stołu, tak uważam.

Dla mnie to przykład patologii. Dosłownie. Choć rodzina przeciętna, nie za biedna, ludzie "po szkole"..... ehhhh.

 

Inna moja koleżanka, jakiś czas temu , gdy jej córcia (też nieco młodsza od mojej) miała niecałe 4 miesiące, to podawała jej ziemniaki z obiadu dla wszystkich (solone) i polewała śmietaną!! Żuła kęsy i podawała takie małej !! I właśnie zaraz miała zacząć gotować rosół dla dziecka z gołąbków. W tym miejscu miało powalić mnie słowo "gołąbek", bo "to rarytas" a mnie powaliło słowo "rosół" i "śmietana"!

Na te hity kulinarne i patenty koleżanek nic nie mówię, nie wymądrzam się bo to ich sprawa. ALE CZY ONE NIE POTRAFIĄ CZYTAĆ? NIE SŁUCHAJĄ PEDIATRÓW? NIE MYŚLĄ LOGICZNIE?

Wiem, ja też podchodzę zdroworozsądkowo do tego, co zalecają lekarze, nie wszystko biorę pod uwagę, ale na miłość boską, półroczne dziecko dostaje taką chemię ?!


Może jestem dziwna, ale chcę by Wiktoria była zdrowa. Może ja jestem dziwna, przewrażliwiona, ale ja wychowuję całkiem inaczej swoje dziecko. Dziecko wymaga dużo zdrowia, czasu i pieniędzy, ale chyba tak powinno być. Dla dobra dziecka....a może to ja jestem dziwna ;(

 

wtorek, 15 maja 2012
milowy krok

Muszę, normalnie muszę się pochwalić ;)

Dzisiaj byłam z Elą i dziećmi naszymi w odwiedzinach u koleżanki. Siedziałam na dywanie, bo Wiktoria bardzo chciała nadążyć za chłopcami i wyrywała mi się bardzo z rąk.

Tak sobie siedziałyśmy, dzidzia kombinowała coś na czworaka  z zabawkami, ale wszystko to w miejscu, czyli jak do tej pory.

I nagle Ela mówi: Ty patrz, Wiktoria raczkuje !

 

Moja Córcia Jedyna Najdroższa ;) metodą : dupka w górę, łapka w przód, nóżka też w tym kierunku , chwiejąc się kuperkiem  PRZEBYŁA JAKIEŚ PÓŁ METRA !!!! rzec by można na własnych nóżkach... i rączkach też ;)

 

A ja co? w szoku totalnym złapałam ją na ręce i przytuliłam ;)  a Ela: no co ty robisz? dziecko idzie a ty co?! ;)

no niby racja, ale nie wiedząc co robić, w odruchu przytuliłam Psotnika mojego mocno ;)

 

Każdego dnia coś nowego u nas się dzieje. Same pozytywy w rozwoju, co mnie przepełnia wielką radością ;) Z resztą cały m-c maj to kolosalne zmiany w Wiktorii. Teraz przypada właśnie, wg mądrych książek, kolejny skok rozwojowy. U nas widoczny bardzo. Wiktoria bardzo mi się ostatnio "rozgadała", nadaje jak radio , tonacje od świstó i gruchania po piski, większość jak widzę, zupełnie świadomie ;) jasno daje znać, że coś chce, gdzieś "pędzi" strasznie po zabawkę, czy "weź mnie na ręce" tak fajnie zaciskając i rozluźniając rączki.

Gdy sie obudzi, to sama sobie siedzi dobry kwadrans w łożeczku i się bawi , bez zabawek, bo nic nie zostawiam na spaniu w łożeczku.

Przykładów jest milion, ale to każda z Was-Mam wie doskonale ;)

taka mnie radość i duma rozpiera, że chciałam się tym z Wami podzielić ;)

 

poniedziałek, 14 maja 2012
Kaczorek =2

Troszku podgoniłam moją robótkę. Udało mi się zakończyć haftowanie piórek ;) Zakładając, że będę z doskoku wyjmować tmborek, zdecydowałam się na haft płaski. To nie jest moja mocna strona.

Właściwie, to uważam ten haft za trudniejszy od xxxxx. Dlaczego? Bo haftem płaskim można, wg mnie, nadawać haftowanym obrazkom trójwymiaru, takie 3D. Wystarczy TYLKO odpowiednio skierować ścieg. No właśnie "TYLKO". Tak jak w przypadku mojego kaczorka, staram się wygładzić i uczesać mu piórka ;) dla mnie to trudne, ale najważniejsze jest to, że nie muszę lookać w schemat, a to doprawdy dla mnie połowa sukcesu .

Nagadałam się, to może jakaś fotka na okrasę? :)

 

C.D.N.

delikatna sprawa

Czy wierzycie, że osoby, które odeszły, bliscy,którzy zmarli, wracają?

Nie zapytam bardziej dwuznacznie, bo różne są reakcje ludzi i nie chcę tłumaczyć się niepotrzebnie, z niezrozumienia...

 

bo ja TAK.............................

niedziela, 13 maja 2012
znów daty, znów 13-sty

Wczoraj byłyśmy na prawdziwej imprezie urodzinowej u Mikołajka, który skończył już 3 lata. Był tort, "szampon"- jak to mówi sam jubilat oraz inne smakołyki ;) czas spędziłyśmy bardzo miło.

Moja panienka odnalazła się idealnie w towarzystwie, co mnie bardzo cieszy, siedziała sobie dumnie i bawiła się zabawkami ;)

a tutaj ciocia Ela "nie panuje" nad dziatwą ;)

Pogoda dzisiaj niefajna, pada, chłodno. Z moją Skowronką odprowadziłam mamę do domu i spacerkiem wróciłyśmy do siebie. Jakoś wyjątkowo dzisiaj nie czułam nastroju "13-go dnia", choć obowiązkowo zrobiłam zdjęcia i kupiłam prezent dla mojej dzidziuni  . Z nowości kulinarnych były dzisiaj wafelki ryżowe, jabłkowe krążki, które bardzo zasmakowały Wiktorii.

 

Ela specjalnie przyjęcie urodzinowe Mikołajka zrobiła wczoraj, choć nasze dzieci dzisiaj, 13-go, mają swoje święta. Dzisiaj nie czułoby się nastroju, tak jak należy.

Rano ja, Ela i mama razem z dziećmi pojechałyśmy do taty na cmentarz. Dzisiaj mija pół roku....rany wciąż bolą. Mikołaj zerwał dmuchawca, bo "dziadek płacze"..... tak powiedział...to zwyczajne dziecięce stwierdzenie i kwiatek na pocieszenie dla dziadka i deszcz i taka do bólu przejmująca cisza na cmentarzu...dobiło nas..

dzisiaj dzień był niespecjalny.......

czwartek, 10 maja 2012
no i ...

...kaszana !

Najpierw mojej pani mecenas przeciągnęła się inna rozprawa, sędzia przesunął o 30 min moją, a później wyłączyli prąd !!!!!! a bez prądu nie można protokołować na kompie rozprawy, tak ?!!!!! jak już wyszliśmy z sali rozpraw TO WŁĄCZYLI PRĄD !!!!!!!!!!!!!!!!

 

pytanie za 100 pkt: kiedy następny termin rozprawy?! - 25 LIPCA !!!!!!

tak dla porównania dodam, że pozew (drugi pozew) złożyłam pod koniec października 2011 ! czy trzeba coś jeszcze dodać w tej kwestii?- słów brak !

 

normalnie ino wypić i zapalić....ale ja nie piję alkoholu wcale i nie palę również, więc pozostaje mi do cukrzyć się czekoladą ;( dzisiaj na wpierniczam się słodkiego na bank...............

 


dobijcie mnie, bo psychicznie się wykończę i z sił opadłam, a do tego buty  mnie obdarły jak diabli ;(

środa, 09 maja 2012
Pojutrze ;)

Postaram się podgonić Kaczorka dla Wiktorii ;)

i znów zabiorę Moją Córkę na piknik  ;)


... bo ŻYCIE JEST PIĘKNE !!!

 

 

Jutro ....

...rozprawa w sądzie rodzinnym.

Piąta w sumie, choć trzecia z tego pozwu.

Poprzedni umorzono.

 

Tak więc jutro o 10 sędzia rozstrzygnie to, czego pogodzić nie można....

Dzisiaj w parku ;)

Pogoda taka piękna, że grzech w domu siedzieć. Dzisiaj na spacer wybrała się z nami babcia. Coraz częściej łąpię się na tym,że na moją mamę mówię "babcia" - w bezpośrednim kontakcie, mówię "mamo", ale coś mi się pozmieniało chyba w psychice, bo teraz "mama" odnoszę jakoś do siebie w pierwszej kolejności. Czy to normalne??

Tak więc były fontanny, cola z lodem, "samoloty",  śmiech i słońce. Mały odpoczynek na ławeczce  a później wolno, spacerkiem odprowadziłyśmy "babcię" :) do domku. Tak mi się dziecko rozpuściło, oczywiście w dużej mierze za sprawą babci, że w wózku siedzieć nie chce i rada, nie rada, na lewym biodrze Wiktoria a prawą ręką pcham wózek ;) z tego, jak mnie pocieszono, "gorzej" będzie, gdy zaczniemy już chodzić i będę prowadziła małą i wózek i jeszcze może jakieś zakupy do tego ;)

ŻYCIE JEST TAKIE PIĘKNE !!!!

nasze "samoloty"

Pamiętam, jak szwagier robił (nadal robi) Mikołąjkowi samoloty pod sufit, jakiś dziwny strach czułam, widząc te akrobacje, ale dzisiaj sama tak robię ;) może nie tak wysoko, bo nie mam tyle siły, ale nad głowę, do żyrandola, im wyżej tym mała ma większą frajdę...

buziaczek dla babci ;)

...i cacyki z  nową koleżanką, która okazała się być ślicznym chłopcem ;)

Wiktoria bardzo lubi dzieci, co mnie bardzo cieszy, bo nie chcę by była odludkiem, tym bardziej, że wychowuję ją samą, na razie wszystko idzie w dobra stronę, wychylamy się i robimy "cacyki" każdemu dziecku ;) w parku, w przychodni, w sklepie, na chodniku, wszędzie ..i oby tak dalej ;)

na zdjęciu widać lalkę, lalkę "Manuelę" ;) co ta zabawka przeszła już za sprawą Wiktorii, to szok, ale zabieramy Manuelkę wszędzie ;) ta lalka ma melodyjkę, więc pewnie to podoba się Wiktorii, więc żywot jej biedny ;)

 

Takie relacje zamierzam zamieszczać na blogu, m.in. za sprawą Ani z Irlandii ;) która zauroczyła mnie już dawno temu wspaniałymi fotorelacjami z życia swojej Rodziny- dziękuję Aniu ;) za wszystko !

wtorek, 08 maja 2012
Witaj maj ;)

Dzisiaj będzie wpis o mojej córci ;) znów chciałabym pochwalić się naszymi kolejnymi etapami w rozwoju ;)

Otóż....chciał nie chciał, przyszła już pora na obniżenie łóżeczka na poziom zero. Nasze to wersja turystyczna, która bardzo sobie chwale, ma jednak jeden minus- są tylko 2 poziomy wysokości. Dla mnie to bardzo niewygodny aspekt, bo nie wiem, jak to inne mamy, ale mnie bardzo boli brzuch w miejscu cięcia po cesarce, gdy się tak głęboko muszę zginać, a o podnoszeniu śpiącej Wiktorii nie wspomnę, jak mi plecy nawalają. Odwlekałam nieco ten moment celowo, ale pora już na to, bo mała  bardzo "wspina się" po bandzie i strach był. Tak oto 1 maja awansowałyśmy na parter ;) Dodać muszę, że podejmujemy pierwsze próby stania. wygląda to tak: o je jej, stoję, stoję...stoję...bach ;) a podtrzymana, przebiera nóżkami po podłodze tak komicznie, że sama się z siebie śmieje....nie, raczej , cieszy się, że coś znów nowego :)

 

Pogoda jest piękna, przeważnie, więc w domu mało nas, prawie wcale. Wiktoria , chyba jak większość dzieci, uwielbia być na dworze, wszystko ją interesuje, siedzi dumnie i patrzy na boki, czasem w ogóle mnie nie zauważa, jak coś ją szczególnie zainteresuje. Dzisiaj dostrzegła pierwszy raz z dość dalekiej odległości fontanny, no co za miny robiła, to głowa mała ;) Dzisiaj również pierwszy raz jadłyśmy na w parku, znaczy ja karmiłam małą. Uznałam, że już na tyle ciepło, że można i że mi się wiatru nie nałyka.To, jakie to miłe uczucie, nie muszę chyba  dodawać ;)

Jak majówka, to i piknik musi być, prawda? A jakże, mamy w dorobku, nawet dwa pikniki ;) Gdyby tylko moja panna umiała chodzić, to by pobiegała za Mikołajkiem, tak mi się z wózka wyrywała. Było super. Ciepło. Rodzinnie. Smacznie ;) Jakoś nigdy nie zastanawiałam się, ale teraz wiem, że kiełbaska opiekana na drewnie jest o wiele smaczniejsza niż na węglu grillowym.

 

Jeśli chodzi o spanie, to coś się Żabie poprzestawiało, bo od pewnego czasu, jak w zegarku: 6.15 i a ku ku :) ale za to dotychczasowa jedna drzemka w ciągu dnia zamieniła się na dwie krótsze. Dużo chcemy powiedzieć, ale mało nam się udaje. Obecnie wychodzi nam coś na kształt: baaa baaau baaabuuu, poza tym rozmawia w swoim dialekcie jak najęta ;) "ajajaj" wychodzi nam czysto i dźwięcznie, na wysokich tonach  ;)

Wiktoria jest radosna, śmieje się do wszystkich, w ogóle nie boi się nowych osób, za co ciągle mi dziecko chwalą. Babcia nauczyła ją robić "pa pa", a ja rączkami  "klap klap. Od tego córkowego "klap klap" to mi aż szkło w niedzielę z okularów wypadło. Nie ma co, miłość bywa brutalna ;) Kolejna dobra wiadomość, to że Wiktoria lubi jeździć autem na dłuższe trasy, nie tylko po mieście, wygląda za okno i gada...babcia mówi, że wnusia opowiada ;) co widzi, co robiła i w ogóle, cały dzień opowiada ;) Mama mi ją rozpuszcza, oj tak, na każdy możliwy sposób.

Rośnie mi dziecko, jak na drożdżach, co mnie cieszy niezwykle. Wzrost - powyżej 97 centyla, waga 75-90 centyla. Zauważyłam,że mi urosła znacznie, bo po przeglądnięciu półki, okazało się, że już wyrosłyśmy z kilku ubranek, zanim je ubrałyśmy. Bo w ogóle to jak piszą w mądrych książkach, jak przypada na dziecko skok rozwojowy, to u Wiktorii jest ten moment naprawdę zauważalny i "gabarytowo" i rozwojowo ;) książkowa "bestia" :)

Dzisiaj był bilans i szczepienie, pediatra nas wychwaliła obie: Wiktorię, że taka ładna i że dobrze się rozwija, a mnie, że mam zadbane zdrowe dziecko- bardzo to miłe, naprawdę. A jaka dzielna moja dziewczynka była, tylko się skrzywiła, bez płaczu.

 

Na koniec najważniejsze : MAMY PIERWSZY ZĄB !!!! dokładniej, to dopiero co sam czubek, ale wg mnie ząb jak się patrzy ;) późno , nie późno, ot, w naszym tempie, ale teraz mam nadzieję, że pójdzie łatwiej z kolejnymi, oby tylko na raz kilka nie wyszło, bo to różnie bywa.

 

Tyle u nas, zaczęłam wyszywać kaczorka dla Wiktorii  z zamiarem na Dzień Dziecka, ale czy ja się wyrobię, to nie gwarantuję. Wrzucę foto tego mojego giganta ;)

Pozdrawiam Was serdecznie :)


23:55, aga1-9791
Link Komentarze (5) »
czwartek, 26 kwietnia 2012
jestem...

ale dosłownie na chwilkę, bo minione dni to istny maraton przez przeszkody.

 

Ostatnio chyba przeszłam już samą siebie. A to ze zmęczenia oczywistego u mnie przez ostatnie dni. Otóż... kładąc się spać, po nocnej butli mleczka,  złapałam jeszcze w przelocie gryza bułki maślanej i ostatni skrawek wziełam ze sobą na drogę, co by skonsumować za chwile. Położyłam się...i co ?

Po kilku godzinach obudziłam się leżąc na skraju łóżka, odkryta, połamana kompletnie....  Z BUŁKĄ W BUZI !!!!!!! NORMALNIE ZASNĘŁAM PODCZAS JEDZENIA !  SZYKUJĄC SIĘ DO SPANIA, W POŁOWIE DROGI DO PODUSZKI, Z BUŁĄ W BUZI :(

 

niby śmieszne, bo jak to opowiadałam swoim, to smiech był wielki, ale .. no właśnie, ale....

 

TAK BARDZO JESTEM NIEDOSPANA ;(

 

p.s.

Przepraszam Was, ze nie komentuję nic na Waszych blogach, choć zapewne widzicie w statystykach, że pojawiam się "od święta". Paskuda ze mnie, ale zamiast postu, wolę w tym czasie looknąć na kolejny blog, podejrzeć, co u Was wszystkich słychać. Tak mało mam czasu ostatnio.......Obiecuję poprawę....

sobota, 14 kwietnia 2012
W koło Macieju....

Dziękuję Wam z całego serca za cudowne komentarze, pisane z sercem , ze zrozumieniem, większość z nich poparta Waszym doświadczeniem rodzicielskim ;) dziękuję za odwiedziny, mimo, że ja mało Was odwiedzam. Dziękuję za listy pisane a priv i "tam" też.

Jednocześnie przepraszam, że nie udzielam się prawie wcale i tutaj i tam i u Was. Odwiedzam naprawdę z doskoku Wasze blogi, ale wpadam po przysłowiowy ogień i już mnie nie ma, brzydko, bo w większości przypadków, odwiedziny moje są nawet bez komentarzy.

W koło Macieju, dzień za dniem, over end over....

Każdy dzień wygląda tak samo, od rana do wieczora każdą chwilę zajmuje mi Wiktoria, jeśli jest zdrowa to super. Śpię max 5 godz, generalnie krócej, może dużo wg niektórych, dla mnie ciutkę za mało. Bo kiedy do butelki brakuje z godzinke, to ja juz nie idę spać, boję się, że mogłabym zaspać, czekam więc, a robotę zawsze znajdę w domku, nawet nocą. Wieczorami, kiedy mała już śpi, wtedy robię to, co trzeba, czyli wszystko ;) od sprzątania, prasowania, się mycia po jakąś kolację. Telewizor dla mnie praktycznie nie istnieje, za to radio owszem. Bolą mnie bardzo ramiona i kręgosłup, bo mała już nie leży prawie wcale....

Troszku marudnie może dzisiaj, ale w nocy znów Wiktoria mi się pochorowała. Gorączka....wymioty. Prawie nic mi nie je, podaję płyny. Jeszcze jesteśmy w domu, wzywałam lekarza, ale nie wiem, co będzie wieczorkiem. Wiktoria, jak nieco lepiej się poczuje, to mimo osłabienia, radosna jest i nawet wesoła, ale głównie to przylepka słaba bidula.

Marudzę, bo jestem bardzo zmęczona. Całą noc nie spałam, mama przyszła rano, to mogłam iść do apteki i nareszcie godzinkę pospać. Padam na ryj, dosłownie...w takie dni czuję się jak stary dziad i w sumie to i tak wyglądam, jak stara baba, umęczona, obrzygana,niedoczesana, gęba szara, bez uśmiechu.

Marudzę, nie z niewyspania, ale z zmartwienia o małą. Męczy mi się bidulka. Wiem już niestety z doświadczenia, że dziecko idzie spać zdrowe a w nocy chore całe nie wiadomo skąd...po kąpieli zdrową położyłam spać i koło 22 zaczęła się ni z gruszki ni z pietruszki gorączka....ehhhh, bidulka ta moja dzidzia dzisiaj.

Zmęczona jestem...ale to już pisałam..

I tak w koło Macieju....

a do tego jeszcze ząbusie, które idą i wyjść nie mogą...

 

marudnie dzisiaj, ot, bo dzisiaj maruda jestem ;(

piątek, 13 kwietnia 2012
Pół roczku ;)

To już pół roku.

Dzisiaj moja panna miała swoje święto, półmetek roczku ;)


Był tort, szampan bezalkoholowy, ciasto, lody. Obowiązkowo także balony, 6 sztuk. Toast. Prezenty  ;)


Zanim się pewnie obejrzę, przyjdzie jesień i będziemy świętować cały, pierwszy roczek Wiktorii.

Rok temu dokładnie, będąc w 16 tc, poczułam smyrki ;) to Moja Córcia pierwszy raz posmyrała mnie, dając znak: a ku ku, mamusiu, to ja, twoja Dzidzia ;) a w 21 tc tak kopała, że lekarz nie mógł usg zrobić... no i te wierzgaczki zostały jej do dzisiaj ;)

a co u nas?

Ząbki i jeszcze raz ząbki. Idą, idą, ale wyjść jakoś nie mogą, co powoduje gorączkę i marudzenie..

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 38